Początków początki

Samotne wieczory chyba robią mi dobrze. Mam czas na rozmyślania. Chociaż mówią, że nie powinno się za dużo rozczula na sobą, życiem, otoczeniem. Ja chyba jednak nie umiem inaczej funkcjonować.

Mężczyźni to jednak dziwne stworzenia. Uganiają się za kobietami idealnymi, takimi z okładek magazynów, aktorek z popularnych filmów albo po prostu za kimś zwyczajnie dla nich najlepszym, który może czasami istnieje tylko w ich głowie. Natomiast podejmując życiowe wybory owy ideał idzie całkowicie w odstawkę i chcą się żenić, spędzić życie z kimś takim jak ja, twierdząc, że nic lepszego nie mogło im się w życiu przytrafić. Coś chyba z nimi jednak musi być nie tak…

Wiele się zmieniło,  cały czas w sumie zmienia. Kto by się spodziewał,  że moim wielkim pragnienie  będzie spędzić akurat z nim  resztę życia? Bez rozterek, bez myślenia czy nadal mnie kocha czy nie… Ze chce mieć z nim gromadkę dzieci najszczesliwszych na świecie. Nic w życiu nie ułożyło się tak jak sobie to wyobrażałam. Może po prostu pod jego wpływem stworzyłam inne priorytety, inny świat – wspólny. Trochę dostosowany bardziej do niego, ale nasz. Musze trzymać kciuki by w tym całym zgiełku nie zapomnieć by być szczęśliwą i ile szczęścia mam w życiu.  Bo chociaż on pewnie marzył o innej, ja właśnie marzyłam o takim. I ja właśnie takiego mam. Ja – kępa, zakompleksiona i nieśmiała dostałam wielkie prezent od Boga. Za co? Pewnie dane mi się będzie o tym przekonać.

Tylko przyjaciół czasami brakuje…

Kolejne Szanse

Uzewnętrzniając się w miejscu, jakim jest blog, mniej myśli i wątpliwości zostaje w mojej głowie. Wylewam wszystko co mnie trapi na „papier”.

Czy teraz w takim razie dzieje się dobrze? Trudno powiedzieć. Nie czuję, że żyję. Uciekają mi dni, tygodnie, miesiące… Wszystko rozpływa się miedzy palcami. Chciałabym robić coś więcej. Więcej niż siedzieć na tyłku i uśmiechać się do ludzi. Zawsze myślałam, że jestem stworzona do wielkich rzeczy. Myślałam, że będę pomagać ludziom. Coś ważnego zrobię w swoim życiu. A teraz jedyne o czym marzę to nie iść do pracy z nerwem na twarzy. Zawsze miałam mnóstwo ambitnych i kreatywnych planów. A teraz patrzę na ludzi, którzy osiągają sukces, spełniają się pracy, ryzykują wszystko i zwyczajnie im zazdroszczę. Nie potrafię znaleźć siły w sobie by cokolwiek zmienić… On stara się mnie zmobilizować, w jakikolwiek sposób zmusić do zmiany, a ja nie potrafię się z tego wszystkiego wygrzebać. Wpadłam głęboko w dół, który coraz wyżej jest zakopywany. Nie potrafię znaleźć liny żeby wyjść.

Tak ja każdy chciałabym zacząć spełniać swoje marzenia. Wiem, że to dużo. Czasami niektórym nigdy nie udaje się spełnić chociaż jednego. Ale chciałabym robić coś i wiedzieć, że właśnie do tego się nadaję. Tak trudno w dzisiejszych czasach żeby ktoś dał nam szansę. Im więcej myślę, tym bardziej zamykam się w sobie i tworzę problemy…

Not This Time

Czyżbym miała tendencję do autodestrukcji? Co ostatnio dzieje się takiego, że ciężko jest żyć sama ze sobą? Że naskakuję na najbliższe mi osoby? Nie potrafię ostatnio nawet stworzyć grona ludzi wokół siebie, których miałabym na co dzień. Chciałabym móc liczyć na kogoś tak do końca. Tak jak było to kiedyś. Mieć taką grupę przyjaciół jak kiedyś. Mieć te dobre uczucia w sobie jak kiedyś.
Ja jednak jestem na etapie uciekania. Ciągłego uciekania przed ludźmi. Jak tak dalej pójdzie to nie doczekam jutra. Nie będę chciała żyć sama ze sobą. Ze swoimi uczuciami, z którymi sobie nie radzę. Chociaż kocham nad życie to nie potrafię drugiej osobie dać tyle szczęścia ile bym chciała. Powoduję tylko ogólne rozczarowanie i smutek moją osobą.
Mamo, nawet nie wiesz jak bardzo pragnę wtulić się w Twoje ramiona i znowu być małą dziewczynką. Móc powiedzieć Ci jak mi źle i jak bardzo tęsknię za Tobą. Jak bardzo brakuje mi Twojego dotyku, ciepła Twojego głosu… Ja bardzo odczuwam brak rodziny obok siebie. Czasami udaje mi się udawać, że mam drugą rodzinę i jest to jego rodzina, ale nie udaje się to długo. Nikt nie zrozumie mnie tak jak Ty Mamo. Pewnie i tak nigdy nie powiem Ci jak mi źle, bo wiem, że przeżyłabyś to bardziej ode mnie. Bo wiem jak bardzo cierpisz kiedy Twoje dzieci cierpią. Bo wiem, że cała trójka jest dla Ciebie najważniejsza na świecie.
Niech ten miesiąc już minie proszę… Bardzo proszę.

One

Ostatni wpis z kwietnia. Bardzo dużo od tego czasu się zmieniło. Jestem z nim. Nadal. Nadal kocham, czasami bardziej niż mam na to siłę. Czasami za nas dwoje. Czasami na przekór wszystkiemu co się wokół i w nas dzieje. Pojechałam za nim. Wyjechałam by było nam lepiej, by to wszystko nie rozsypało się przez te kilkaset kilometrów, by mogło nadal trwać. A on uciekł. Zwyczajnie uciekł. Nie wiem czy przede mną. Nie wiem czy przed obawą stałego związku. Nie wiem czy przed światem. Czasami mam wrażenie, że przed całym tym bałaganem, który w nas się zbierał. Wszystkim tym czego się obawiał. Widuję go w weekendy. Tak, „widuję” to dobre słowo, bo czasami mam wrażenie, że jest zupełnie nie obecny. Próbuję poznać zakamarki tego co skrywa się głęboko w jego myślach, jednak nadal ślepo w nich błądzę i nie mogę niczego nowego odkryć. Nie mogę bo on mi nie pozwala. Nie spodziewałam się, że praca nad tym związkiem będzie aż taka ciężka.
W sumie to dużo pracy to powinnam wykonać nad sobą. Cierpię we własnym ciele i z własnym ciałem. Nie potrafię nic zrobić. Nic co sprawiłoby, że mogłabym pokochać siebie. Dopóki tego nie dokonam będzie ciężko pokochać kogoś tak prawdziwie. Jak na razie zatracam się ciągle w swojej niedoli. W tym by za każdym razem móc wstać rano, spojrzeć w lustro i nie myśleć o tym co widzę. Tonę w ogromie myśli, które tworzą się w mojej głowie. Nie potrafię podnieść głowy i iść w przyszłość z utwierdzeniem, że mogę wszystko.
Tak wiele się w moim życiu zmieniło. Tak wiele sama osiągnęłam. Tak wiele sama, o własnych siłach potrafiłam zwalczyć. Dlaczego akurat teraz czuję niemoc? Dlaczego w tak ważnym czasie dla mnie nie czuję żadnych możliwości przede mną? Jakbym znalazła się w ślepej uliczce. Jakby nigdzie nie było już żadnego wyjścia.
Nie wiem skąd wziąć moc. Skąd czerpać całymi garściami. Jak zmienić po raz kolejny. Wszystko to co robię jest za mało.

Beggin’

Strasznie tęsknię. Za nim, za sobą, za wolnością, życiem, które jest takie jakich chciałabym żeby było. Za wszystkimi szczerymi i bliskimi mi ludźmi. Za mamą, tatem, bratem. Za poczuciem szczęścia. Dzisiaj zostaje odizolowanie. Nie ma nikogo kto by był dzisiaj, teraz. Nie potrafię wszystkiego rzucić. Brak mi odwagi. Takiej, która kiedyś istniała, która była ważną częścią mnie. Wiem, czas był inny, ja byłam inna, inni byli też wszyscy wokół mnie. Więc kim jestem dzisiaj? No kim? Jedyne co przychodzi mi do głowy to zgorzkniałą 25-cio latką,  która nie potrafi zapanować nad swoim życiem, emocjami, związkiem, marzeniami. Nie potrafię poukładać sobie wszystkiego tak jakbym chciała. A wszystko jest takie proste. Wystarczy spakować walizkę i zostawić wszystko za sobą. Nie obracać się i uciec. Pomyśleć, że co będzie to będzie. Odwago! Gdzie jesteś? Wiem, że mnie nie zostawiłaś, że jesteś cały czas tam gdzieś w środku i chcesz wyjść. Nie chcę już czekać na odpowiedni moment, na myślenie racjonalne, na plan. Chociaż raz chciałabym zrobić coś kompletnie bez scenariusza. Nie zastanawiać się co będzie. Miłość powinna porywać, pozwalać na szaleństwa, na postawienie wszystkiego vabank. Czy talko ja jedna się powstrzymuję?

Brakuje mi czasu, energii i swobody. Nie chcę być smutnym człowiekiem, tak jak ci, których obserwuję na co dzień.

The way I feel

Nawet nie wiem co mam myśleć. Może to jednak ze mną jest coś nie tak. Mężczyźni, z którymi jestem nie chcą się ze mną spotykać, widywać, poświęcić dla mnie cokolwiek. Nie chce im się. Zawsze mają inne zajęcie, inne propozycje, inny pomysł. Widocznie jestem osobą, dla której warto cokolwiek robić. Bo po co? W końcu i tak wiedzą, że to ja zrobię dla nich wszystko. Dosłownie wszystko. Wiedzą, że mają we mnie oparcie, poświęcenie i osobę, która zawsze będzie przy nich. Kiedyś ktoś mi powiedział, że ten kto pierwszy się zakocha ten przegrywa. Ale czy naprawdę tak powinno być w miłości? Czy w miłości powinno chodzić o zawody? O to kto bardziej jest uparty? Kto dłużej wytrzyma?  Co to jest miłość? No właśnie co to jest miłość? Czy czekać na księcia na białym koniu? Czy ktoś taki w ogóle istnieje? Czy może przeznaczony jest mi ten cholerny uparciuch, którego tak bardzo kocham. Który wiem, że się pogubił, że ma gorsze chwile. Wierzę, że tak naprawdę to z nim spędzę resztę życia. Więc czy warto się licytować, upierać, kłócić i unosić honorem czy cały czas postępować tak jak do tej pory?

Tylko dlaczego niektóre słowa tak bolą? Dlaczego tak bardzo przeżywam kiedy milczy? Wiem, kiedy nie ma ochoty ze mną rozmawiać, a mimo to to robi i ja się złoszczę. Płaczę. Zbyt często płaczę przez niego. Obiecał mi, że nigdy do tego nie dojdzie. Że zawsze będzie ze mną, że to nie on będzie decydował o tym czy się kiedykolwiek rozstaniemy, ale ja. Zapewniał, jak bardzo mnie kocha… A teraz się nad tym zastanawia…

Same mistake

Dlaczego jest tak, że w chwili kiedy szukamy własnego szczęścia ranimy mnóstwo innych osób po drodze? Nie chciałam. Naprawdę nie chciałam by tak się czuł. By cierpiał z braku mnie przy sobie. Skąd miałam wiedzieć, że jestem miłością jego życia? Że tak bardzo mnie kocha? Nigdy mi tego nie powiedział… Nigdy nie używał wielkich słów. Dopiero kiedy się rozstaliśmy, a ja zaczęłam układać sobie życie z kimś innym.

Wiem, nie powinnam o nim myśleć, przejmować się, ale nie potrafię. Byliśmy ponad dwa lata ze sobą. Mimo wszystko po takim czasie coś ludzi ze sobą łączy, chociażby przyjaźń, albo przywiązanie. Trudno to jednoznacznie określić. Życzę mu by kiedyś pokochał z wzajemnością tak jak ja teraz kocham. Żeby był szczęśliwy tak jak ja teraz jestem. Nie mogę nic poradzić na to, że tak późno znalazłam miłość swojego życia, że musiałam przekonywać siebie i innych wokół, że nie tędy droga. Po tylu długich latach znajomości wiem, że nie wyobrażam sobie życia bez niego. Kilka razy już coś takiego padło, ale teraz to wiem czym jest miłość, oddanie, prawdziwe przywiązanie. Nie potrafię nawet opisać tego jak się czuję kiedy on jest obok. To tak jakbym dostała od Pana Boga prezent, o który nawet nigdy nie śmiałam prosić, bo wiedziałam, że jest niemożliwy do spełnienia. A jednak! Życie mnie zaskakuje po raz setny i pewnie to zrobi to jeszcze nie raz. Niech mi go tylko nie zabiera. Niech wszystko to co mówi będzie prawdą, najszczerszą, najpiękniejszą. Niech się nigdy nie kończy.

Heart Pounding

Szczęśliwa jak nigdy dotąd, zakochana po uszy dalej kroczę swoją drogą. Tęsknię bardzo za nim, bo znowu zdecydowałam się na związek na odległość. Ale nie mogłam inaczej. Miłość, która upominała się przez lata o to bym o niej nie zapomniała i nie odrzuciła w końcu wygrała. Przedarła się przez moją głowę i dała mi najpiękniejsze dni mojego życia.

W końcu to ja jestem dla niego całym światem. W końcu to on za mną biega. W końcu jesteśmy w tym tak samo razem. W końcu tak bardzo czuję, że ktoś mnie kocha, że komuś tak bardzo na mnie zależy, że ktoś mógłby oddać życie za mnie.

Dobrze, że udało mi się nie przegapić miłości swojego życia. Mam nadzieję, że to będzie ta ostatnia.

Gwieździste niebo


Czy można bardziej spierdolić sobie życie? Tak! Można!
Dwa lata budowania związku przkreśliłam grubą kreską po to by zacząć od nowa. Wiedzieć czym jest prawdziwa miłość. Przy nikim, nigdy tak się nie czułam. Serce bije jak szalone, mało z piersi się nie wyrwie. To już nawet nie są „motyle w brzuchu”, ale stado koni, które po mnie przebiega.
Najpiękniejsza noc w moim życiu! Pocałunki, dotyk… Tak niewinne, a równocześnie zachłannie. Łapiąc każdą chwilę jak długo się da. Nieprzespana noc , która przynosi wiele wzniosłych uczuć.

Wszyscy popełniamy błędy.

Najważniejsze żebyśmy byli szczęśliwi.